Wiele razy będziemy tu zapewne powracać do Księgi Psalmów, dziś chciałbym przedstawić kilka swoich przemyśleń odnośnie Psalmu 130.Jest to jeden z najbardziej znanych psalmów, uważam go za jeden z najpiękniejszych i taki, który zawsze w jakiś sposób osobiście do mnie trafia.

biblia

Jest to jeden z najbardziej znanych i cenionych psalmów w całej tradycji chrześcijańskiej, bardzo często był wykorzystywany przez przeróżnych artystów czy to muzycznych czy literackich, i w czasach dawnych, i w czasach obecnych. W kościele katolickim bardzo często występuje jako psalm pokutny, z tego co pamiętam chyba zawsze odczytuje się go podczas obrzędów pogrzebowych. Dla nas jest jednak wspaniałą pieśnią opiewającą Boże miłosierdzie oraz pojednanie między grzesznikiem i Panem, Bogiem sprawiedliwym, który jak czytamy w Księdze Wyjścia „zawsze jest miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność, zachowujący swą łaskę w tysiączne pokolenia, przebaczający niegodziwość, niewierność, grzech”.

Czytamy tu jak psalmista błaga Boga o łaskę i zwraca się przy tym bezpośrednio do samego Boga, dla którego wielkości jest pełny szacunku i podziwu, a jednocześnie zwraca się do Niego na „Ty”, czyli najwyraźniej traktuje Boga jak kogoś bliskiego, nie jak niedostępną istotę czy jakąś niewidzialną siłę, do której nikt z nas nie ma dostępu. I wydaje mi się, że to jest jak najbardziej prawidłowe podejście bo przecież każdy z nas powinien budować swoją osobistą relację z Bogiem, a nie da się tego zrobić, jeśli Boga będziemy traktować jako kogoś obcego, dalekiego czy niedostępnego. Oczywiście Bogu należy się pełna chwała i szacunek i wszystko co potrzeba do pełnego uwielbienia, jednak podobnie jak mówi psalmista, wydaje mi się, że musimy w swojej relacji z Bogiem, w modlitwie, uwielbieniu i każdym innym elemencie tej naszej więzi z Bogiem, zwracać się do Niego właśnie w taki osobowy sposób, i tak nawiązywać naszą relację z Nim.

W tym psalmie dwa słowa zwracają moją szczególną uwagę – głębokość oraz nadzieja. Różnie tłumaczono co mają oznaczać słowa, że psalmista zwraca się do Boga z głębokości. Oczywiście nie chodzi tu o to, że psalmista pisząc te słowa znajdował się na jakiejś fizycznej głębokości ani, że ta głębokość oznacza, że psalmista modli się do Boga po śmierci, gdzieś z głębokich piekieł. Najprościej możemy powiedzieć, że głębokość psalmisty to stan, w którym znajdował się on ze względu na swoje grzechy i taka postawa oznaczać może równocześnie taką prawdziwą Bożą bojaźń. Myślę, że podobnie możemy, a nawet powinniśmy modlić się i my, nawet wprost korzystając ze słów tego psalmu bo są one jak najbardziej uniwersalne i dotyczą każdego z nas. Każdy z nas znajduje się w takiej głębokości ze względu na swoje grzechy i nie możemy uważać, że jest inaczej, bo jeśli wierzymy w Słowo Boże to wielu jego fragmentach jest napisane, że nikt nie jest bez grzechu. Czytamy w Biblii wiele razy, że nie tacy ludzie jak my uważali się w pełni za grzeszników. Król Dawid mówił że „grzech jest zawsze przede mną”, apostoł Paweł „ja jestem pierwszy z grzeszników”, a przecież byli oni tak bardzo blisko Boga, tak, jak pewnie nigdy podczas naszego życia my się nie znajdziemy. Jeśli więc ludzie, których słowo zostało natchnione i włączone do kanonu Biblii mówili o sobie, że są pierwsi w grzechu, to co możemy my powiedzieć o sobie? Każdy z nas musi mieć taką świadomość, że jest zanurzony w tej głębokości i tylko z takiego poziomu należy modlić się do Boga. Tu się może przypomnieć inna biblijna historia – przypowieść o faryzeuszu i celniku, o tym jak to faryzeusz dumnie chełpił się w słowach swojej modlitwy dziękując jaki to on nie jest w porównaniu do innych ludzi i tego celnika, którego widział obok w świątyni. Jak wiemy taka postawa wyraźnie była przez Jezusa potępiona, nauczał, że kto się poniża będzie wywyższony, a kto wywyższa będzie poniżony. I musimy o tym zawsze pamiętać, co również ma swoje odniesienie w tym psalmie, który dziś czytamy.

Czytamy więc o tym jak psalmista głęboko korzy się przed Bogiem za własne grzechy ale też za chwilę kilka razy powtarza się słowo „nadzieja” i to jest to czym wyraźnie żyje psalmista i czym powinniśmy żyć za nim i my. Znamy takie powiedzenie „nadzieja matką głupich”. Wielki słownik języka polskiego tłumaczy to powiedzenie mniej więcej tak, że nie należy bezkrytycznie wierzyć, że coś ułoży się po naszej myśli w sytuacji, gdy obiektywna ocena wydarzeń na to nie wskazuje. Czyli mówiąc w skrócie mowa jest o naiwności czy łatwowierności. I patrząc tak po ludzku ciężko się z tym nie zgodzić, np. jeśli w szkole notorycznie nie będziemy przygotowani ciężko mieć nadzieję, że na koniec roku dostaniemy dyplom i wyróżnienie za super oceny. Albo jeśli nie umiemy pływać to ciężko mieć nadzieję, że nie utopimy się, kiedy ktoś wrzuci nas do morza. Albo ciężko spodziewać się, że dziś czy jutro nastanie na świecie globalny pokój, skoro ciągle słyszymy o kolejnych wojnach. Oczywiście Bóg może tego dokonać w każdej chwili ale z punktu widzenia człowieka widząc co się dzieje dziś na świecie jest to praktycznie niemożliwe. Ale to wszystko jest podejściem czysto ludzkim i w tym właśnie jesteśmy też różni od Boga, w tym nigdy nie będziemy mogli Mu dorównać. I tak właśnie myśli psalmista pokładając całą swoją nadzieję głęboko w Bogu. Bo on wierzy głęboko i my powinniśmy nie mniej, że istnieje coś tak wspaniałego jak łaska Boża, która jest tym, co może wszystko i przez co dostajemy szansę na życie wieczne.

Bo właśnie dzięki łasce Bożej każdy z nas, mimo, że tkwimy ciągle w tej głębokości i niczym nie możemy się Bogu „zasłużyć” możemy mieć nadzieję na to, że Bóg wybaczy nam nasze grzechy. Co więcej – znamy przykłady z Biblii, kiedy Bóg nie tylko je odpuszcza ale jeszcze człowiekowi błogosławi. Czytamy na przykład w Ewangelii jak ojciec Jana Chrzciciela Zachariasz nie uwierzył aniołowi, że zostanie ojcem. Tu też można by przyrównać to do sensu powiedzenia „nadzieja matką głupich” bo Zachariasz i jego żona byli już w podeszłym wieku i tak po ludzku nic nie wskazywało na to, że nagle mogą zostać rodzicami. Ale dla Boga nie ma nic niemożliwego, Zachariasz za swój brak wiary został ukarany odjęciem mowy ale później Bóg odpuścił mu ten grzech, przywrócił mu mowę i jeszcze wlał w niego Ducha Świętego tak że Zachariasz zaczął prorokować. Innym przykładem apostoł Paweł, który niezwykle gorliwie prześladował chrześcijan – nie tylko zostały mu odpuszczone winy ale jak czytamy w Dziejach Apostolskich „został mężem wybranym aby nieść Boże imię wśród pogan i królów i synów Izraela”. Z resztą było wiele osób opisywanych w Biblii, o których wiemy, że Bóg odpuszczał im winy, mimo, że jawnie grzeszyli na różne sposoby, ludzi którzy pochodzili z przeróżnych środowisk i klas społecznych – czy to uczonych i wykształconych jak właśnie Paweł, czy też takich prostych ludzi jak „dobry łotr” czy nierządnica.

Bóg nie dzieli ludzi na lepszych i gorszych, Jego miłosierdzie i łaska są dostępne dla wszystkich. Widzimy więc, że nie warto tracić nadziei nawet wtedy, gdy okoliczności wydają się mówić, że nic nie wskazuje na pozytywną przyszłość. Tak więc pamiętając o tym, że jesteśmy grzeszni, módlmy się zawsze z głębokości i nie traćmy nadziei w Panu bo „u Pana jest łaska i odkupienie u niego obfite”.

Amen